sobota, 31 grudnia 2011

Czesław z Miłoszem

Do rąk mi wpadła płytka Czesława Miłosza. Tytułu nie muszę podawać. Z początku wydała mi się mniej melodyjna niż wcześniejsze produkcje. Wsłuchałem się jednak dłużej i czuję teraz powiew jej mądrości, jeśli mogę tak to ująć. Nie wiem jaki był klucz wyboru wierszy noblisty do płyt, może nie było Generalnie są to wiersze w dużej mierze, które są łatwe do ogarnięcia. Nie jest to dla mnie istotne.  Najistotniejsze jest to, że pierwszy raz ktoś mnie zmusił do przeczytania 10 wierszów Czesława Miłosza. Przepraszam, nie przeczytania, a czytania... Profesjonalistą nie jestem ale starałem się wnikliwie słuchać i kilkakrotnie rozumieć utwory na różny sposób. Czuć, że muzyka i śpiew pasują do utworów.Wnikliwie polecam posłuchać Słońce i Do Laury.

czwartek, 29 grudnia 2011

W poszukiwaniu sensu

Sensu życia koniec lub początek - pułapka człowieczeństwa... Sens jest marzeniem, można uważać, że podążam ścieżką nieznanej mi drogi ustalonej gdzieś na górze, ale i można domniemywać, że koleje mojego losu nie są w cale ustalone i nie ma żadnego porządku. Dwie wersje tego samego problemu i dwa rozwiązania, które się kłócą ze sobą. To jest ten sens, czy go nie ma? Nie czytałem braci Strugackich, choć się mocno przymierzam. Miałem okazję oglądnąć film Tarkowskiego pt. "Stalker". Nie natchnął mnie od razu. Dopiero teraz, po przejściu gry "S.T.A.L.K.E.R", a właściwie po jej zakończeniu przypomniałem sobie o danej obietnicy wciągnięcia się w tematykę sensu. Czy jesteśmy jak stalkerzy, którzy przemierzają zonę aby skrócić swoje cierpienie i odkryć magiczne miejsce, gdzie sens tylko i wyłącznie od nas zależy? Problem stalkerów polega na tym, że takie miejsca są iluzją, marzeniem. Powracamy do początku... A więc sens "z góry" lub sens, który sami sobie wytyczamy - "z dołu".
Można zakładać, że jedno z drugim ma sporo wspólnego. To co z góry jest już założone - my tylko nieświadomie podążamy tą drogą i myślimy, że to nasza własna nić życia. Straszna wizja. Niewolnictwo nieświadome. Nie chcę być niewolnikiem!
Powróćmy do stalkerów. Człowiek tak naprawdę nic nie wie na temat swojego sensu... Dlatego często sami nadajemy sobie sens. W zonie sensem wszystkiego jest wypowiedzenie życzenia i zmiana swojego statusu, może majątkowego, a może w pozycji społecznej albo poznanie absolutu... To zależy od charyzmy stalkera. Tak czy inaczej stajemy się niewolnikami naszych marzeń - tzn. stajemy się niewolnikami marzeń.
Stalker poszukuje, gdyż wierzy, że znajdzie... Po wypowiedzeniu życzenia na końcu rozgrywki, twórcy gry odwracają jego sens. Chcę aby zona zniknęła i zona znika, ale tylko dla jego oczu, bo stalker staje się niewidomy. Bo to jest właśnie marzenie i takim musi pozostać. Może i my szukając sensu życia błądzimy marząc, a rezultat poszukiwań obraca się przeciwko nam. Co więc robić? Nie szukać, nie marzyć? Jedynym wyjściem, które kontynuuje grę, jest zniszczenie zony... a to już nadaje sens życiu, ale co dalej?







czwartek, 29 września 2011

Lech na miejscu Neptuna

Nie wierzę... Włączam komputer przy popołudniowej kawie aby najeść się troszkę trójmiejskich wiadomości i czytam "popiersie Wałęsy zamiast Neptuna, nagroda Wałęsy dla Luli". Przetarłem oczy... Nie zdziwiłby mnie ten fakt nadto, jednak po przeczytaniu artykułu dowiedziałem się, że popiersie zostało ustawione z okazji nadania nagrody Lecha Wałęsy byłemu prezydentowi Brazylii Luizowi Inácio Luli da Silvie. To chyba popiersie byłego prezydenta Brazylii powinno znaleźć się na miejscu władcy mórz. A może Wałęsa chce stworzyć nową legendę?
 

niedziela, 25 września 2011

Corrida - przejaw prymitywizmu kulturowego

Hiszpania, kraj należący do Unii Europejskiej, kraj Picassa i Goi, kraj wspaniałych budowli - Sagrady Familia oraz Mezquity. Wraz z wielką historią kultywuje bestialskie praktyki, nazywane chyba cynicznie - kulturą. Corrida oraz gonitwa byków w Pampelunie - to przykłady społecznej akceptacji na stosowanie przemocy wobec byków. Co gorsza "zabawy" Hiszpanów są akceptowane przez kraje Europy.
Corrida jest przejawem kultury, ale prymitywnej - kultury opartej na cierpieniu i wszechobecnej ignorancji wobec łamania praw zwierząt.

piątek, 23 września 2011

Dziwne ceny na Groupon

Czy to przekręt? Przeglądając ofertę Groupon, zauważyłem propozycję zakupu komputera Dell. Cena laptopa wydawała mi się dziwna - na Allegro jest bardzo podobna. Postanowiłem głębiej sprawdzić na czym polega ta "ciekawa" oferta. Wkliknąłem "Kup teraz". Okazało się, że mój komputer będzie kosztował tylko 499 zł.! Spokojnie jednak  sprawdzałem dalej. Gdy dodawałem kolejne sztuki - cena stawała się dziwnie nieproporcjonalna. Wreszcie zrozumiałem, że cena, która widnieje do zapłaty jest podzielona na dwa wiersze. Z góry "1" a na dole "499". Jestem ciekaw, czy jest to działanie celowe. 


wtorek, 13 września 2011

Nergal vs. Głódź

W Nergalu jest moc świata podziemnego, przecież jest bogiem piekieł. W najjaśniejszym arcybiskupie drzemie moc niebios, za nim stoją anioły, no i sam Bóg. Każdy wie, że walka będzie trudna i wymagająca od przeciwników wiele poświęcenia. Bój został przewidziany na 59 rund. Zawodnicy przygotowują się bardzo skrupulatnie. Nergal stara się o przychylność mocy piekielnych z różnych zakątków świata. Jego mezopotamskie czary mogą sobie nie poradzić z dostojeństwami biskupa. W tym celu postanowił podrzeć Biblię na swoim rytualnym koncercie. W ten sposób miał zamiar zachęcić do współdziałania swojego kolegę po fachu - Szatana. Sławoj Głódź buduje fortecę na Oruni. Straże już rozstawione. Widocznie kapłan Boga przyjmuje pozycje defensywne. Ale czy będzie się bronić? To nie jest takie znowu oczywiste! Arcybiskup wypowiadał tajemne zaklęcia w Kościołach. Jedno przedostało się do mediów: "W imieniu milionów Katolików, a także pozostałych Chrześcijan i Ludzi Dobrej Woli nie godzących się na promocję wrogiej człowiekowi ideologii za pomocą mediów publicznych wyrażam głębokie oburzenie i zdecydowany protest przeciwko promowaniu osoby Adama "Nergala" Darskiego i jego światopoglądu w mediach publicznych w formie przyjętej obecnie przez Telewizję Polską" Jak widać przedmeczowa walka trwa. Szykują się wielkie kontrakty. Nergal sprzedaje świetnie swoje behawioralne dźwięki natury. Czary Głódzia też mają skutek, ludzie jakoś więcej kasy rzucają do mszalnego koszyka. Niebawem pierwsza runda starcia stulecia.

poniedziałek, 12 września 2011

a kolejka długa jest...

Niedawno spaliła się zajezdnia, a teraz mają wyburzać kamienicę na Wałowej tylko dlatego, że nie została wpisana w rejestr zabytków. Takie niespodzianki wiele kosztują. Mam wrażenie, że Gdańsk staje się bezimienny...

niedziela, 11 września 2011

Kolejny przypadkowy pożar w Gdańsku

Wczoraj przed północą spaliła się zabytkowa dziewiętnastowieczna zajezdnia na Wrzeszczu. Zabytek podzielił los spichrzów, koszar na Dolnym Mieście i zakładów mięsnych na Angielskiej Grobli. Wszystkie te punkty łączy jedna rzecz. Jest nią prywatny inwestor, który kupując za grosze ziemię wraz zabytkowymi nieruchomościami, zobowiązuje się wykonania odpowiednich zabiegów konserwatorskich. Po sprzedaży rzeczywistość jest całkiem inna.
Zabytki popadają w ruinę a inwestor czeka tylko na jakieś nieprzewidziane sytuacje, które pozwolą mu wyburzyć zabudowania. Inwestorów nie odstraszają kary za zaniedbania, gdyż mają je wliczone w straty. Ja się pytam, gdzie logika? Jeżeli wyburzymy w mieście wszystkie zabytki, to nie będziemy w stanie przyciągnąć turystów. Miasto będzie popadać w jakąś nostalgiczną przestrzeń wypełnioną betonem, tanimi galeriami, hotelami i biurowcami
Gdzie miejsce na kulturę? Chcecie takiego miasta?

sobota, 10 września 2011

Bzdurna ta "Matura to bzdura"

Nie mam nic przeciwko programowi "Matura to bzdura". Jednak to co widziałem, na którymś z programów telewizyjnych, że ów program ma jakiś, nazwijmy to wyższy cel, to dopiero BZDURA. Włos się jeży na głowie! Producent twierdzi, że program ma wytykać niewiedzę. Ale po co? Żeby się trochę pośmiać z nieszczęśliwców, zadając im prostackie pytania. Czemu program nie pokazuje tych co dobrze odpowiadają? Czyżbyśmy mieli samych nieuków w Polsce? Program "Matura to bzdura" z góry założył, że będzie pokazywać nie braki w wiedzy a śmieszne odpowiedzi.

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

4 ofiary, czy 1?

Co się dzieje z informacjami? W informacjach po niedawnej katastrofie kolejowej na relacji Katowice-Warszawa dało się usłyszeć, że w wypadku były 4 OFIARY ŚMIERTELNE, ale już nazajutrz była tylko 1 OFIARA ŚMIERTELNA. O co więc chodzi? Żadnego sprostowania nie słyszałem, żadnych przeprosin. Czyżby to wszystko tylko dla oglądalności? A może by się zastanowić nad zmartwychwstaniem trzech osób?

niedziela, 31 lipca 2011

Akurat w Czwórce

W sobotę miałem okazję pojechać na koncert Akuratu do Czwórki. Koncert wygrałem, więc stwierdziłem, że nie należy iść w koszta i troszkę przygody się przyda. Środkiem transportu okazał się stary i wypróbowany stop. Z Gdańska zawsze jest trudno wyjechać "na okazji". Kierowcy się tutaj rzadziej zatrzymują niż na południu, czy w centrum. Nie myślałem jednak, że będzie aż tak trudno. Wyszliśmy na drogę około 9.50. Doszło do tego, że do Elbląga jechaliśmy aż trzema autami i dopiero stamtąd zabrał nas ok. 13.15 nowiutki Nissan. Ludzie, nie bójcie brać się autostopowiczów - nie są to przestępcy! Na stopa jeździ się, bo jest to interesujący sposób zapoznawania ludzi. Z Czwórki same pozytywne wrażenia. Koncert był prawie że kameralny. Staliśmy może z dwa metry od zespołu! Godzina świetnej zabawy. Nie mogę się doczekać kolejnych koncertów. Wracaliśmy na drugi dzień pociągiem. Okazało się to złym wyborem. Pociąg jechał 6,5 godziny, przejeżdżając jakąś niesamowitą trasę (Warszawa-Kutno-Toruń-Iława) - to jest tylko możliwe w tym kraju.

piątek, 29 lipca 2011

Historia zaklęta w napisach (Orunia)

Ukośna 2
Ukośna 2

Trakt św. Wojciecha 201Trakt św. Wojciecha 201
Trakt św. Wojciecha 201
Trakt św. Wojciecha 201

Trakt św. Wojciecha 201
Trakt św. Wojciecha 199
Gościnna 2

wtorek, 19 lipca 2011

Water fools

May już wtorek i od fety minął cały jeden dzień. Finałowe przedstawienie "Water fools" było niesamowite. Mnóstwo efektów świetlnych, wspaniałe miejsce i niebywała atmosfera. Gratuluje pomysłu oraz aranżacji. Oby więcej takich eventów na zmartwychwstającym Dolnym Mieście. Co do przedstawienia, to uciekła mi nieco fabuła, ale to nie szkodzi - widoki wszystko nadpłaciły.
Po krótkim szukaniu miejsc - ludzi było całe mnóstwo, znaleźliśmy nieco otwartej przestrzeni i mieliśmy doskonały widok na dosłownie wszystko. Troszkę menelki dolnomiejskie przeszkadzały ale to było wpisane w organizację fety w tej dzielnicy. Ogólnie wielki plus za pomysł!

niedziela, 17 lipca 2011

eta, eta, a ta FETA!

Wczoraj widziałem po raz drugi "Mignone" - lepszy niż za pierwszym razem. Zauważyłem trochę detali, np. pana za konsoletą, który dawał podkład muzyczny i naśladował głosy. Podreptałem jeszcze na polski teatr (Feta) i miałem okazję obejrzeć przedstawienie "Odyseja gastryczna". Dobre widowisko, może trochę aktorsko było kulawe. Przedstawienie trochę ukraszone było popisuwą pijaczków z dzielnicy. Zbuntowali się i nie chcieli wpuścić kultury na swój teren, która notabene weszła bez pukania... Przecież ktoś powinien ich uprzedzić i powitać winem:)

sobota, 16 lipca 2011

Mam podróbę z Turcji!

A kto jej nie ma - ten kto był w Turcji?:) Dobry tytuł, co nie? Chwila czasu nastraja do pisania i wspomnień. Turysta w Turcji ciągle czuje się, jak na targu. Zewsząd dopadają go sprzedawcy, to butów, to ubrań, to podrobionych perfum. Życie w tym kraju jest bardzo drogie i przypuszczalnie droższe niż w Polsce. Jedynie co opłaca się kupić to podróbki - stąd mój tytuł. Na bazarach panuje prawdziwe szaleństwo podrabianych zakupów. Można się targować ile wlezie, przy tym trzeba uważać na sprzedawcę. Przy zakupach panują trochę inne obyczaje niż w Polsce. Jeżeli wchodzimy do sklepu nie każmy sprzedawcy otwierać opakowań, gdy nie zamierzamy czegoś kupić - może się na nas zdenerwować i zmuszać do zakupu. Pamiętajmy, że nie musimy nic kupować! Po co się jednak denerwować?
Piwo, w tym gorącym kraju jest drogie. Za zimnego "efezika" - należy dodać, że nie wszędzie go dostaniemy (najlepiej szukać banerów na sklepie), zapłacimy ok. 6 zł. Ceny innych alkoholi, również są wysokie. Dla przykładu dobra wódka kosztuje w granicach 100-150 zł. (Absolut 0,7 ok. 140 zł). Wina są tańsze, ale poniżej 20 zł ciężko coś znaleźć. Lepsze wina zaczynają się od 40 zł. Żywność jest trochę tańsza, aczkolwiek porównywalna z cenami polskimi.
Dla mnie jest to kraj wielu sprzeczności. Bieda jest widoczna na każdym kroku - ci co jeżdżą do miejscowości letniego wypoczynku tego nie widzą. Jednak, gdy udamy się do większych miast, typu Konya, czy Tarsus ujrzymy gołym okiem biedę w zatłoczonych i brudnych uliczkach. Z drugiej strony są miasta, jak np. Ankara, które są ogromnymi placami budowy. Piękne i utrzymane w porządku powodują zadumę - przecież przed chwilą widziałem slamsy... Nie można Turkom odmówić zapału w budowie dróg. Kraj ten naprawdę jest dobrze wyposażony w autostrady i drogi szybkiego ruchu. Możemy się nimi dostać prawie wszędzie.
W Turcji polecam przede wszystkim zapoznanie się z turecką kulturą - bo to chyba jest najciekawsze. Można pójść do łaźni tureckiej, tam za ok. 50 zł. (w miejscowości Ugrup) można skorzystać z kompleksowej usługi (sauna, masaż i mycie). Wszystko trwa ok. godziny. Człowiek wychodzi z łaźni, jak nowo narodzony. Godne polecenia są również palarnie nargili (fajki wodnej) i pijalnie kawy tureckiej. Kawę warto spróbować, bo takiej w Polsce trudno szukać.

piątek, 15 lipca 2011

FETA

Dzisiaj, chyba po raz pierwszy raz miałem okazję zobaczyć teatr plenerowy. Feta jest organizowana co roku w Gdańsku i dotychczas nie przyciągnęła mojej uwagi. Ale to co ujrzałem dzisiaj wprawiło mnie w czystej postaci zachwyt. Życie, życie i jeszcze raz 100% realnego życia! Całkiem przypadkiem trafiłem na jedno z przedstawień Fety. Był to bodajże "Titanic". Kiedy już przybyłem spektakl dobiegał końca, ale to co zobaczyłem zmusiło mnie do przyjścia na drugi dzień. Zaplanowałem, że obejrzę przedstawienie rosyjskiego teatru Mr. Pejo's Wandering Dolls pt. "Mignone". Przez 60 min. nie mogłem oderwać wzroku od aktorów. Gra świateł, kolorów, magia Dolnego Miasta, muzyka i taka i owaka, fabuła prościusieńka, to wszystko wprawia w osłupienie. Niby historia dziewczynki, nie wiem czy negatywnie nastawionej, ale na pewno nieszczęśliwej, w ten sposób ukazana, że chce się to oglądać. Nie będę zdradzał więcej - warto samemu zobaczyć. Powiem tylko, że w konwencji przypomina trochę "Amelię", wszystko co przypomina "Amelię" jest po prostu dobre - to jak naśladować ideał... I też się dobrze kończy:) Po przyjściu do domu jeszcze oglądnąłem "Pewnego dżentelmena" ze Stellanem Skarsgardem. Sceny erotyczne w tym filmie to majstersztyk. No cóż, jutro ciąg dalszy Fety. P

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

Wokół "Złotych żniw" Grossa

Wydawałoby się, że historia II wojny światowej jest zamknięta, przynajmniej na osi prześladowcy-prześladowani. Niemcy to Ci, którzy byli oprawcami, zaś Polacy, w tym szczególnie żydzi (piszę z małej litery ze względu na obywatelstwo polskie) - prześladowanymi. Historia otwiera i te zamknięte drzwi. Wielu Polaków nie może uwierzyć, że ich przodkowie pomagali nazistom w zbrodniach i ludobójstwie. Inni minimalizują współpracę Polaków do bandyckich incydentów. Co do faktu grabienia mienia żydowskiego przez mieszkańców polskich wsi i miasteczek oraz mordów żydowskich rodzin przez Polaków nie ma wątpliwości. O wiele ważniejszym jest postawienie pytania o liczby. Znane są liczby zgładzonych żydów w obozach śmierci, mało znany jest w tym udział Polaków.
Nowa książka Tomasza Grossa "Złote żniwa" jest esejem historycznym, ukazującym korzyści płynące z zagłady żydów, korzyści, których beneficjentami byli mieszkańcy przyobozowych wsi i miasteczek. Ale nie tylko. Gross nie omija pazernych sąsiadów, którzy często wyprzedzali nazistów w swoich zbrodniach. Inspiracją do napisania książki było zdjęcie przedstawiające grupę ludzi z łopatami i kilku mundurowych. Wokół aktorów tego ciepłego dnia można zobaczyć rozkopane pole śmierci. Nie wiadomo "co" i "kogo" do końca przedstawia zdjęcie. Gross uważa, że są to "kopacze", poszukujący złotych zębów i innych kosztowności po zgładzonych ludziach. Zdaniem innych, czarno-biała fotka przedstawia prace porządkowe. Mnie osobiście zastanawia fakt, dlaczego żołnierze posiadają broń, a przed ludźmi porozrzucane są kości? Cy tak wyglądają porządki? Mundurowi pilnują tych co porządkują, współpracują z nimi, ochraniają ich? Może jednak ludzie Ci zostali złapani na gorącym uczynku? Dlaczego, więc robią sobie zdjęcia?
Gross na szczęście nie pisze swojej pracy w oparciu o zdjęcie, jest ono inspiracją, tak czy siak, dowodem jakiejś strasznej zbrodni. Zdjęcie dla Grossa stanowi podstawę do narracji.
Autor "Złotych żniw" nie unika faktu, że pisze już o rzeczach znanych. Żadna jednak książka nie odważyła się uderzyć w tak czuły punkt i podjąć próby ukazania zbrodni hitlerowskim w innym świetle - niektórzy niepoprawnie powiedzą - antypolskim. Okazuje się nagle, że światopogląd Polaków ulega zburzeniu - z zagłady żydów korzystali Polacy. Gross posługuje się głównie publikacjami i wspomnieniami. Na ich podstawie buduje jednak zbyt ryzykowne uogólnienia. Zapomina czasami, że posługuje się środkami eseistycznymi, że materiał historyczny jest zbyt skąpy, aby stawiać uogólniające wnioski. Jednak coś jest niepokojącego w rozważaniach Grossa, coś nie daje spokoju sumieniu. Tym czymś jest pytanie, o to, gdzie był Kościół katolicki, o zgodę Polaków i bierność w stosunku do zagłady, o tych, którzy przewijają się we wspomnieniach, jako Ci, którzy zarabiali na nieświadomych i stłoczonych w wagonach żydach, sprzedając im w kolejce do "gazu" kubek wody za ostatki dobytku. Co się stało w świadomości Polaków, którzy traktowali żyjących jeszcze żydów, jak towar. Jak to się stało, że machina hitlerowska zdołała zabić tylu żydów w tak krótkim czasie?
Nikt oprócz Grossa nie powiedział dotychczas wprost: rozliczmy polskie zbrodnie na żydach. Choć nie jest autor "Złotych żniw" zawodowym historykiem, nikt nie może odebrać mu prawa do pisania książek o tematyce historycznej. Łatwo jest szufladkować, ten historyk a tamten socjolog, historyk ma prawo formułować opinie historyczne a socjolog - nie. Nic bardziej mylnego. Historycy korzystają z badań socjologicznych i odwrotnie. Nic w tym dziwnego. Książka Grossa jest w zasadzie studium na pograniczu historyczno - socjologiczno - psychologicznym.
Można spierać się, czy Gross jest jednostronny? Ja nie rozumiem zbyt na czym ta jednostronność polega. Na skąpym materiale źródłowym, na tym, że nie pisze o Polakach, którzy ratowali żydów albo, że w sposób jednoznaczny wskazuje na zbrodnie dokonane przez Polaków?
Książka ma duże znaczenie w rozliczaniu wojny i udowadnianiu sobie, że nikt nie jest święty. Tekst profesora powinien posłużyć dalszym inspiracjom w kierunku badań nad trudnymi zagadnieniami stosunków polsko-żydowskich. Jeżeli Gross się myli - to odkrywaniu jak było naprawdę.

sobota, 16 kwietnia 2011

Tabliczka czekoladki w Katyniu, może komuś ułamać?

Tablica katyńska stała się kolejną przeszkodą w zespoleniu narodu. Można mieć żal do polityków PiS, którzy starają się jak mogą wkładać kij w mrowisko. Po co było dodawać na tablicy teksty, które nie mają związku z katastrofą. Przestańmy traktować ofiary tu-154, jak męczenników! Przestańmy kreować sztucznych bohaterów narodowych. Owszem, śmierć tak wielu ludzi i przede wszystkim dobrych Polaków porusza serca wszystkich ludzi. Skończmy jednak z tym żałosnym przedstawieniem. Jak tak dalej będzie, to 10 kwietnia stanie się świętem narodowym i dniem wolnym od pracy. PiS nie chce prawdy, gdyż już ją ma. Wydaje mi się, że energia, która jest poświęcana sprawie katastrofy jest marnotrawiona. Zagłada katyńska jest ważna z punktu świadomości narodowej. Mamy jednak inne czasy, w których Polska nic nie zyska, gdy będzie się zbyt stawiać z historycznymi zaszłościami. Sprawa katyńska jest zbrodnią - ludobójstwem na ziemi rosyjskiej dokonaną przez Rosjan. Nie ma co zaprzeczać, gdyż każdy Polak o tym wie i to należy cały czas podtrzymywać. Odtajnianie akt związanych ze zbrodnią jeszcze potrwa i nic nie wymusi na Kremlu odsłonięcia tej tajemnicy. Oczywiście należy zabiegać o odtajnienie, ale nie z pasją maniaka. Sprawa katyńska nie może być celem samym w sobie w polityce z Rosją! A niestety tak jest...