piątek, 15 lipca 2011

FETA

Dzisiaj, chyba po raz pierwszy raz miałem okazję zobaczyć teatr plenerowy. Feta jest organizowana co roku w Gdańsku i dotychczas nie przyciągnęła mojej uwagi. Ale to co ujrzałem dzisiaj wprawiło mnie w czystej postaci zachwyt. Życie, życie i jeszcze raz 100% realnego życia! Całkiem przypadkiem trafiłem na jedno z przedstawień Fety. Był to bodajże "Titanic". Kiedy już przybyłem spektakl dobiegał końca, ale to co zobaczyłem zmusiło mnie do przyjścia na drugi dzień. Zaplanowałem, że obejrzę przedstawienie rosyjskiego teatru Mr. Pejo's Wandering Dolls pt. "Mignone". Przez 60 min. nie mogłem oderwać wzroku od aktorów. Gra świateł, kolorów, magia Dolnego Miasta, muzyka i taka i owaka, fabuła prościusieńka, to wszystko wprawia w osłupienie. Niby historia dziewczynki, nie wiem czy negatywnie nastawionej, ale na pewno nieszczęśliwej, w ten sposób ukazana, że chce się to oglądać. Nie będę zdradzał więcej - warto samemu zobaczyć. Powiem tylko, że w konwencji przypomina trochę "Amelię", wszystko co przypomina "Amelię" jest po prostu dobre - to jak naśladować ideał... I też się dobrze kończy:) Po przyjściu do domu jeszcze oglądnąłem "Pewnego dżentelmena" ze Stellanem Skarsgardem. Sceny erotyczne w tym filmie to majstersztyk. No cóż, jutro ciąg dalszy Fety. P

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz