niedziela, 31 lipca 2011
Akurat w Czwórce
W sobotę miałem okazję pojechać na koncert Akuratu do Czwórki. Koncert wygrałem, więc stwierdziłem, że nie należy iść w koszta i troszkę przygody się przyda. Środkiem transportu okazał się stary i wypróbowany stop. Z Gdańska zawsze jest trudno wyjechać "na okazji". Kierowcy się tutaj rzadziej zatrzymują niż na południu, czy w centrum. Nie myślałem jednak, że będzie aż tak trudno. Wyszliśmy na drogę około 9.50. Doszło do tego, że do Elbląga jechaliśmy aż trzema autami i dopiero stamtąd zabrał nas ok. 13.15 nowiutki Nissan. Ludzie, nie bójcie brać się autostopowiczów - nie są to przestępcy! Na stopa jeździ się, bo jest to interesujący sposób zapoznawania ludzi. Z Czwórki same pozytywne wrażenia. Koncert był prawie że kameralny. Staliśmy może z dwa metry od zespołu! Godzina świetnej zabawy. Nie mogę się doczekać kolejnych koncertów. Wracaliśmy na drugi dzień pociągiem. Okazało się to złym wyborem. Pociąg jechał 6,5 godziny, przejeżdżając jakąś niesamowitą trasę (Warszawa-Kutno-Toruń-Iława) - to jest tylko możliwe w tym kraju.
piątek, 29 lipca 2011
Historia zaklęta w napisach (Orunia)
wtorek, 19 lipca 2011
Water fools
May już wtorek i od fety minął cały jeden dzień. Finałowe przedstawienie "Water fools" było niesamowite. Mnóstwo efektów świetlnych, wspaniałe miejsce i niebywała atmosfera. Gratuluje pomysłu oraz aranżacji. Oby więcej takich eventów na zmartwychwstającym Dolnym Mieście. Co do przedstawienia, to uciekła mi nieco fabuła, ale to nie szkodzi - widoki wszystko nadpłaciły.
Po krótkim szukaniu miejsc - ludzi było całe mnóstwo, znaleźliśmy nieco otwartej przestrzeni i mieliśmy doskonały widok na dosłownie wszystko. Troszkę menelki dolnomiejskie przeszkadzały ale to było wpisane w organizację fety w tej dzielnicy. Ogólnie wielki plus za pomysł!
Po krótkim szukaniu miejsc - ludzi było całe mnóstwo, znaleźliśmy nieco otwartej przestrzeni i mieliśmy doskonały widok na dosłownie wszystko. Troszkę menelki dolnomiejskie przeszkadzały ale to było wpisane w organizację fety w tej dzielnicy. Ogólnie wielki plus za pomysł!
niedziela, 17 lipca 2011
eta, eta, a ta FETA!
Wczoraj widziałem po raz drugi "Mignone" - lepszy niż za pierwszym razem. Zauważyłem trochę detali, np. pana za konsoletą, który dawał podkład muzyczny i naśladował głosy. Podreptałem jeszcze na polski teatr (Feta) i miałem okazję obejrzeć przedstawienie "Odyseja gastryczna". Dobre widowisko, może trochę aktorsko było kulawe. Przedstawienie trochę ukraszone było popisuwą pijaczków z dzielnicy. Zbuntowali się i nie chcieli wpuścić kultury na swój teren, która notabene weszła bez pukania... Przecież ktoś powinien ich uprzedzić i powitać winem:)
sobota, 16 lipca 2011
Mam podróbę z Turcji!
A kto jej nie ma - ten kto był w Turcji?:) Dobry tytuł, co nie? Chwila czasu nastraja do pisania i wspomnień. Turysta w Turcji ciągle czuje się, jak na targu. Zewsząd dopadają go sprzedawcy, to butów, to ubrań, to podrobionych perfum. Życie w tym kraju jest bardzo drogie i przypuszczalnie droższe niż w Polsce. Jedynie co opłaca się kupić to podróbki - stąd mój tytuł. Na bazarach panuje prawdziwe szaleństwo podrabianych zakupów. Można się targować ile wlezie, przy tym trzeba uważać na sprzedawcę. Przy zakupach panują trochę inne obyczaje niż w Polsce. Jeżeli wchodzimy do sklepu nie każmy sprzedawcy otwierać opakowań, gdy nie zamierzamy czegoś kupić - może się na nas zdenerwować i zmuszać do zakupu. Pamiętajmy, że nie musimy nic kupować! Po co się jednak denerwować?
Piwo, w tym gorącym kraju jest drogie. Za zimnego "efezika" - należy dodać, że nie wszędzie go dostaniemy (najlepiej szukać banerów na sklepie), zapłacimy ok. 6 zł. Ceny innych alkoholi, również są wysokie. Dla przykładu dobra wódka kosztuje w granicach 100-150 zł. (Absolut 0,7 ok. 140 zł). Wina są tańsze, ale poniżej 20 zł ciężko coś znaleźć. Lepsze wina zaczynają się od 40 zł. Żywność jest trochę tańsza, aczkolwiek porównywalna z cenami polskimi.
Dla mnie jest to kraj wielu sprzeczności. Bieda jest widoczna na każdym kroku - ci co jeżdżą do miejscowości letniego wypoczynku tego nie widzą. Jednak, gdy udamy się do większych miast, typu Konya, czy Tarsus ujrzymy gołym okiem biedę w zatłoczonych i brudnych uliczkach. Z drugiej strony są miasta, jak np. Ankara, które są ogromnymi placami budowy. Piękne i utrzymane w porządku powodują zadumę - przecież przed chwilą widziałem slamsy... Nie można Turkom odmówić zapału w budowie dróg. Kraj ten naprawdę jest dobrze wyposażony w autostrady i drogi szybkiego ruchu. Możemy się nimi dostać prawie wszędzie.
W Turcji polecam przede wszystkim zapoznanie się z turecką kulturą - bo to chyba jest najciekawsze. Można pójść do łaźni tureckiej, tam za ok. 50 zł. (w miejscowości Ugrup) można skorzystać z kompleksowej usługi (sauna, masaż i mycie). Wszystko trwa ok. godziny. Człowiek wychodzi z łaźni, jak nowo narodzony. Godne polecenia są również palarnie nargili (fajki wodnej) i pijalnie kawy tureckiej. Kawę warto spróbować, bo takiej w Polsce trudno szukać.
Piwo, w tym gorącym kraju jest drogie. Za zimnego "efezika" - należy dodać, że nie wszędzie go dostaniemy (najlepiej szukać banerów na sklepie), zapłacimy ok. 6 zł. Ceny innych alkoholi, również są wysokie. Dla przykładu dobra wódka kosztuje w granicach 100-150 zł. (Absolut 0,7 ok. 140 zł). Wina są tańsze, ale poniżej 20 zł ciężko coś znaleźć. Lepsze wina zaczynają się od 40 zł. Żywność jest trochę tańsza, aczkolwiek porównywalna z cenami polskimi.
Dla mnie jest to kraj wielu sprzeczności. Bieda jest widoczna na każdym kroku - ci co jeżdżą do miejscowości letniego wypoczynku tego nie widzą. Jednak, gdy udamy się do większych miast, typu Konya, czy Tarsus ujrzymy gołym okiem biedę w zatłoczonych i brudnych uliczkach. Z drugiej strony są miasta, jak np. Ankara, które są ogromnymi placami budowy. Piękne i utrzymane w porządku powodują zadumę - przecież przed chwilą widziałem slamsy... Nie można Turkom odmówić zapału w budowie dróg. Kraj ten naprawdę jest dobrze wyposażony w autostrady i drogi szybkiego ruchu. Możemy się nimi dostać prawie wszędzie.
W Turcji polecam przede wszystkim zapoznanie się z turecką kulturą - bo to chyba jest najciekawsze. Można pójść do łaźni tureckiej, tam za ok. 50 zł. (w miejscowości Ugrup) można skorzystać z kompleksowej usługi (sauna, masaż i mycie). Wszystko trwa ok. godziny. Człowiek wychodzi z łaźni, jak nowo narodzony. Godne polecenia są również palarnie nargili (fajki wodnej) i pijalnie kawy tureckiej. Kawę warto spróbować, bo takiej w Polsce trudno szukać.
piątek, 15 lipca 2011
FETA
Dzisiaj, chyba po raz pierwszy raz miałem okazję zobaczyć teatr plenerowy. Feta jest organizowana co roku w Gdańsku i dotychczas nie przyciągnęła mojej uwagi. Ale to co ujrzałem dzisiaj wprawiło mnie w czystej postaci zachwyt. Życie, życie i jeszcze raz 100% realnego życia! Całkiem przypadkiem trafiłem na jedno z przedstawień Fety. Był to bodajże "Titanic". Kiedy już przybyłem spektakl dobiegał końca, ale to co zobaczyłem zmusiło mnie do przyjścia na drugi dzień. Zaplanowałem, że obejrzę przedstawienie rosyjskiego teatru Mr. Pejo's Wandering Dolls pt. "Mignone". Przez 60 min. nie mogłem oderwać wzroku od aktorów. Gra świateł, kolorów, magia Dolnego Miasta, muzyka i taka i owaka, fabuła prościusieńka, to wszystko wprawia w osłupienie. Niby historia dziewczynki, nie wiem czy negatywnie nastawionej, ale na pewno nieszczęśliwej, w ten sposób ukazana, że chce się to oglądać. Nie będę zdradzał więcej - warto samemu zobaczyć. Powiem tylko, że w konwencji przypomina trochę "Amelię", wszystko co przypomina "Amelię" jest po prostu dobre - to jak naśladować ideał... I też się dobrze kończy:) Po przyjściu do domu jeszcze oglądnąłem "Pewnego dżentelmena" ze Stellanem Skarsgardem. Sceny erotyczne w tym filmie to majstersztyk. No cóż, jutro ciąg dalszy Fety. P
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)










