wtorek, 15 września 2009

Do czech razy sztuka- historia tytułu nieadekwatnego

Są rzeczy na świecie, które swoim wyglądem zewnętrznym oszukują nas co do prawdziwego stanu rzeczy. Innymi słowy, rzeczy te korzystają z instrumentu zwanego kamuflażem. Oszukują producenci żywności, książek, zdarza się, że przy pomocy kamuflaży oszukują również zwierzęta.
O tym, że oszukują dystrybutorzy filmowi, mogłem się przekonać po raz kolejny po obejrzeniu filmu "Do czech razy sztuka".
Jak się okazuje cała reklama firmująca film jest fałszywa. Każdy mieszkaniec tego kraju, ma doskonałą świadomość, iż w Polsce panuje zasada, że przetłumaczony tytuł nie ma nic wspólnego z treścią. Tytuł ma być przyjemny, ma łatwo kojarzyć się, ma być po prostu zwykłą marketingową komerchą. Dystrybutorzy nie mają odwagi aby wprowadzić tytuł oryginalny, gdyż ten może pozostać niezauważony. Dlatego też, tworzą nowe tytułu, które są po prostu głupie, lecz dostrzegalne. Następnie, wokół tytułów tworzy się otoczkę, która uzupełnia resztę reklamy. Otoczka, oczywiście również nie jest adekwatna do treści filmu.
Potencjalny widz filmu "Do czech razy sztuka", oglądając reklamy w telewizji, pójdzie do kina myśląc, że będzie to kolejne dobre dzieło made in cech rebublic. Jak będzie, to już jest kwestia gustu. Filmów Zelenki nie trzeba reklamować, nie ma potrzeby mówić, że pochodzą z Czech.
Chodzi jednak o co innego. Reklama mówi wprost, że bohaterem filmu jest pewien Pan, który będzie miał bliższe związki z kilkoma kobietami. Dla każdej kobiety jest przypisany numer. Przy czwartym, jest znak zapytania, który pokazuje, że może "nie do trzech" a "do czterech razy sztuka".
Po pierwsze, główny bohater wcale nie szuka miłości i nie traktuje jej na pewno przysłowiowo "do trzech razy sztuka". Bohater filmu to najzwyklejszy rozpustnik, i taki też jest tytuł oryginalny z języka czeskiego. Nie poszukuje miłości a kobiety w jego życiu pojawiają się jakby przypadkiem. Przy tym ostrzegam, to nie jest komedia a filozoficzna opowieść o człowieku, który się "wypalił' i nie szuka bynajmniej sensu w życiu. Błąka się po mieście w poszukiwaniu właśnie jakiegoś przypadku, który mógłby coś zmienić, ale sam nie jest w stanie zrobić.
Po drugie, pod czwartym numerem w reklamie, są przedstawione bodajże trzy kobiety. Prawda jest taka, że te kobiety są tylko w jednej scenie filmu i główny bohater nie ma nic z nimi wspólnego.
Nie jest przypadkiem, że taka reklama mogła ujrzeć światło dzienne. Film rzeczywiście nie powala. Widocznie, ktoś postanowił zaryzykować i wpuścić go do kin, robiąc uprzednio potencjalnych widzów "w konia".

niedziela, 13 września 2009

Ludobójstwo a zbrodnia wojenna: przykład, kiedy nuda prowokuje polityków do bezużytecznej debaty

Niedawno miała miejsce bitwa medialna i polityczna pomiędzy Rosją a Polską. Ta bitwa pomiędzy wrogimi sobie państwami jest może zrozumiała. Ma ona jakiś sens historyczny. Tym bardziej ma sens, że w rozliczeniu polski rząd nie rozpoczął kampanii odwetowej i starał się częściowo rozwiązać konflikt zakulisowo.
Dziwi jednak mnie bitwa, która rozpoczęła się po wyjeździe premiera Putina z Westerplatte. O dziwo, Polacy zaczęli się szarpać sami ze sobą. O Katyniu nie było mowy podczas rozmów ze stroną rosyjską, natomiast dużo miejsca zajęła II Wojna Światowa. Może było to celowe działanie Kremla, aby Polacy zapomnieli trochę o zbrodni. Może i wpadliśmy w zasadzkę i już nie chodzi o to czy świadomie skonstruowaną przez Rosjan, ale Katyń nagle się Polakom, głównie z PiS-u, przypomniał i stał się narzędziem kolejnej awantury sejmowej. Tym kręgom politycznym, którym się nie udało nadać tonu nacjonalistycznego w rozmowach z Rosją podczas obchodów na Westerplatte, zależy teraz na rozpętaniu burzy medialnej. Potrzebowali oni punktu zaczepnego, no i znaleźli Katyń. Wiadomo, że od niedawna Putin jest chętny do rozmów w sprawie katyńskiej. Z drugiej strony, jest to najgorszy plan rozwoju sytuacji politycznej dla prawicy. Na wrogości z Rosją, faworyci opozycji budowali i budują kapitał elektorski. Rozwiązanie tej drażliwej kwestii, mogło być dla niej polityczną śmiercią, albo chociaż nieuleczalną chorobą, powodującą w niedługim czasie śpiączkę, z której nie wiadomo czy prawica w tej postaci, jaką mamy dzisiaj, cudownie się przebudzi. Nie pomoże nawet rozkoszny pocałunek krasnala, a nawet dwóch krasnali, bo pisowska księżniczka będzie prawie martwa.
Więc, by przetrwać prawica będzie wrzeszczeć, krzyczeć i szaleć, wzywać do buntu. Katyń stał się punktem honoru i ostatnim bastionem po przegranej batalii, po wrześniowej porażce na Westerplatte.
Z punktu widzenia zwykłego człowieka, a nawet historyka konflikt o Katyń, czy to jest ludobójstwo, czy zbrodnia wojenna nie mają większego znaczenia. Zbrodnia wojenna jest ludobójstwem w czasie wojny, a ludobójstwo zbrodnią w czasie wojny. Klasyczne qui pro quo. Kolejna pożywka dla polityków, którzy nie mają co robić i czują, że wypełniają w ten sposób swój obowiązek obywatelski.

wtorek, 1 września 2009

Każdy coś innego ma do powiedzenia...

Dziś, w rocznicę wybuchu II Wojny Światowej, prominentni przedstawiciele rządów Europy i Świata, przedstawili swoją wizję przeszłości i przyszłości.
Nie było rozczarowania wypowiedzią Władimira Putina. Wydaje się, że premier Rosji, szczerze chciał przechylić szalę wagi zwycięstwa nad faszystami nad winą rozpoczęcia II Wojny Światowej przed ZSRR. Putin chciał tym samym powiedzieć, że Świat powinien odczepić się od Rosji, bo wszyscy byli umoczeni w rozpoczęcie wojny a pakt Ribentrop-Mołotow, nie był czym innym, jak tylko kolejnym paktem o nieagresji, który był podobny do innych paktów podpisywanych przed rozpoczęciem się wojny przez inne państwa w Europie. W zasadzie, nie wiadomo co chciał powiedzieć, jakby miał coś, jakiś wyrzut do wytknięcia ale się powstrzymywał.
Jedyną osobą szczerze wyznającą swoje stanowisko na Westerplatte, była Angela Merkel. Przyznała się, że Niemcy były winne za rozpoczęcie wojny i biorą całą odpowiedzialność za jej skutki. Reprezentant Francji, wskazał na losy rządu polskiego na emigracji. Szkoda, że nie wspomniał o kolaboracji rządu Vichy. Po czym przeszedł do komunałów o zjednoczeniu Europy. Julia Tymoszenko, mówiła o Ukraińskich ofiarach wojny. Następnie moralizatorsko przeszła do historii najnowszej, wskazując na budowę nowej Europy, jako nadziei na przyszłość. Prezydent Szwecji, powiedział, że II Wojna Światowa była wynikiem pierwiastka zła, ułomności człowieczej, skłonności do czynienia cierpienia innym ludziom, która ukrywa się w każdym narodzie. W dalszej wypowiedzi, konkludując, przeszedł do opowieści o nowej Europie.
Ogólnie spotkanie nie było zbyt uszczypliwe i skromne. Nikt się nie silił na ryzykowne stwierdzenia oprócz putinowskiego braku zdecydowania, czy premier ma coś powiedzieć i zdenerwować wszystkich, czy zasygnalizować oględnie o co mu chodzi. Może trochę szkoda, że wybrał to drugie, ponieważ już nie wiadomo o co chodzi w tym polsko-rosyjskim sporze historycznym.