Już niedługo, bo 1 września na Westerplatte zagości premier FR Wladimir Putin. W czasie tej wizyty mówi się coraz wyraźniej o kwestii poruszenia przez Donalda Tuska, sprawy odpowiedzialności radzieckiej w Katyniu. Wydaję się, że sam Tusk nie zaprzecza tym doniesieniom.Tusk, z wykształcenia historyk, powinien dobrze wiedzieć, że historii i polityki zagranicznej nie można mieszać. Sprawa Katynia i innych zbrodni jest ważna ale nie można ulegać różnego rodzaju lobbystom, starającym się pokrzyżować plany rosyjsko-polskiego zbliżenia, tym bardziej, że z biegiem czasu będziemy coraz bardziej uzależnieni od Rosji. Jest to widoczne chociażby w sferze energetycznej.
W tej sytuacji nie należy drażnić rosyjskiego niedźwiedzia i nie sugerować rewizji historycznej sprawy katyńskiej. Nie jest to miejsce ani czas na podejmowanie takich decyzji opierających się o drugoplanową realizację. Świadomość historyczna jest procesem i zależy od polityki państwa. Nic nie poradzimy, że Rosjanie nie mają zamiaru przyjąć naszej wersji zdarzeń. Chociażby sam Putin zmienił zdanie i nagle puknął się w głowę, zrozumiawszy, że całe półwiecze rosyjskiej nauki historycznej było w błędzie, to jak przekonać do tego resztę 140 milionowego społeczeństwa.
Jedyną możliwością zmiany stanu rzeczy jest długofalowa współpraca polsko-rosyjska i to na różnych szczeblach, nie tylko historii wzajemnych stosunków na przestrzeni ubiegłego wieku.
Również z naszej strony, czyli Polaków, nie jest priorytetem aby poruszać kwestię katyńską. Siła, którą straci Polska w celu przekazania prawdy historycznej Rosjanom i to z wątpliwym skutkiem, powinna być raczej wykorzystana do budowy pokojowych relacji gospodarczych z FR. Na tym etapie utopijna wizja przekonania Rosjan do polskiego punktu widzenia w sprawie katyńskiej, ma zerowe szanse na powodzenie. Jedynym skutkiem upierania się przy prawdzie historycznej będzie pogorszenie się stosunków rosyjsko-polskich. I co z tego, że zachowamy honor, jak za gaz przyjdzie na płacić drożej.
Apeluję do premiera, aby nie drażnił niedźwiedzia, bo lepiej dzielić z nim wspólnie pieczarę niż próbować upolować go patykiem.
W tej sytuacji nie należy drażnić rosyjskiego niedźwiedzia i nie sugerować rewizji historycznej sprawy katyńskiej. Nie jest to miejsce ani czas na podejmowanie takich decyzji opierających się o drugoplanową realizację. Świadomość historyczna jest procesem i zależy od polityki państwa. Nic nie poradzimy, że Rosjanie nie mają zamiaru przyjąć naszej wersji zdarzeń. Chociażby sam Putin zmienił zdanie i nagle puknął się w głowę, zrozumiawszy, że całe półwiecze rosyjskiej nauki historycznej było w błędzie, to jak przekonać do tego resztę 140 milionowego społeczeństwa.
Jedyną możliwością zmiany stanu rzeczy jest długofalowa współpraca polsko-rosyjska i to na różnych szczeblach, nie tylko historii wzajemnych stosunków na przestrzeni ubiegłego wieku.
Również z naszej strony, czyli Polaków, nie jest priorytetem aby poruszać kwestię katyńską. Siła, którą straci Polska w celu przekazania prawdy historycznej Rosjanom i to z wątpliwym skutkiem, powinna być raczej wykorzystana do budowy pokojowych relacji gospodarczych z FR. Na tym etapie utopijna wizja przekonania Rosjan do polskiego punktu widzenia w sprawie katyńskiej, ma zerowe szanse na powodzenie. Jedynym skutkiem upierania się przy prawdzie historycznej będzie pogorszenie się stosunków rosyjsko-polskich. I co z tego, że zachowamy honor, jak za gaz przyjdzie na płacić drożej.
Apeluję do premiera, aby nie drażnił niedźwiedzia, bo lepiej dzielić z nim wspólnie pieczarę niż próbować upolować go patykiem.


