
Po powrocie z Węgorzewa, odwiedziłem jedną ze wsi na Warmii, Tylkowo. W okolicznym przepięknym lesie, rosną równie ładne grzyby. Pośród dorosłych drzew i w licznych zagajnikach można znaleźć kurki, koźlaki i podgrzybki. Czy można jeszcze coś znaleźć oprócz darów natury z lasu? Nie chodzi mi o dzika, zabłąkaną sarenkę i inne zwierzę leśnego raju.
Ja wraz z moją dziewczyną, znalazłem na przykład młodego pieska. Co prawda nie w lesie ale blisko jego skraju, w samym centrum wsi przy głównej drodze. Leżał biedny piesek, jakby potrącony. Podszedliśmy więc spokojnie, sprawdzić co się z nim dzieje. Okazało się, że piesek ma około 2-3miesięcy, był wyczerpany i głodny. Miał kilka kleszczy i widoczną chorobę skóry, przypominającą świerzb albo jakiś grzyb. Mimo to, zachowywał się bardzo spokojnie. Nie gryzł i był bardzo ufny. W tym samym czasie zatrzymał się koło nas samochód. Kierowcą był młody człowiek, natomiast pasażerką dziewczyna. Państwo zakupiło kilka kiełbasek i upewniwszy się, że problem może sam się rozwiąże, odjechało. Użytkownicy auta, jak mi oznajmili pochodzili z Poznania.
Chwilę się zastanawiałem i postanowiłem wraz z moją dziewczyną pieska zabrać na pobliskie podwórko. Bardzo długo próbowaliśmy wymyślić co z pieskiem począć. Podjęliśmy trudną decyzje, że wobec braku możliwości zakwaterowania zwierzęcia, musimy mu pomóc w inny sposób. Zabraliśmy pieska do schroniska w Olsztynie. Nie podobał nam się ten pomysł, ale był jak najbardziej rozsądny. Przed schroniskiem czekaliśmy na personel kilkadziesiąt minut.
Panowie wzięli pieska do środka a nam pozostało jedynie powątpiewanie co z nim będzie dalej.
Na drugi dzień, z rana powróciliśmy do schroniska z zakupami, gdyż chcieliśmy dowiedzieć się o zdrowie "naszego" pieska i wspomóc troszkę podopiecznych karmą. Nie mogliśmy jednak go zobaczyć, albowiem był już na kwarantannie. Zaproponowano nam, abyśmy pobawili się ze szczeniakami i kociętami.
Wizyta w schronisku dla zwierząt w Olsztynie, była dla nas pozytywnym przeżyciem. Jest tam czysto, a nad poprawną organizacją pracy w przytulisku pracuje kilkunastoosobowa grupa wolontariuszy. Każdy kto ma ochotę, może tam przyjść i pomóc w jakikolwiek sposób. Jest to dobry sposób dla ludzi zamkniętych w sobie, potrzebujących kontaktu. Pies czy kot, mogą ośmielić do otwarcia się na społeczeństwo.
Co wynika z tej historii? Wiejskie zwierzęta nie są dobrze traktowane. Budy dla psów są zdewastowane i niewarte zamieszkania. Łańcuchy nie pozwalają czworonogom poruszać się. Nikt z miejscowych nie pofatygował się aby pomóc pieskowi. Nad jego przyszłością wisiała naprawdę czarna chmura. Jedynie ludzie z miasta, z Poznania a w moim przypadku z Trójmiasta, zainteresowali się cierpieniem zwierzęcia.
Poprawa traktowania zwierząt leży w edukacji, w większym zainteresowaniu się sprawami wsi. Kiedy przenosiłem psa do samochodu cała wieś patrzyła się na wariata, który chcę pomóc jakiemuś "no name". A ja pomyślałem, że im pokażę, że nie jestem taki jak oni. Jest mi trudno samemu, ale mogę pomóc w różny sposób. Nie koniecznie muszę przyjąć do domu czworonoga, ale mogę go zawieść do schroniska (może piesek się zagubił; szybko należy się dowiedzieć gdzie jest najbliższe schronisko dzwoniąc np. na policję), przetrzymać trochę czasu w domu, do czasu adopcji przez nowego właściciela. Wiele jest rozwiązań tylko trzeba dać przykład i chcieć pomóc. Piesek czuje się dobrze i czeka na właściciela. Po kwarantannie będzie zdrowy, zaszczepiony i wykastrowany. Jeżeli ktoś ma ochotę go przyjąć to wystarczy dać mu trochę miłości i odpowiednie warunki, a na początku oczywiście podać jego schroniskowy numer: 285 kw.
Ja wraz z moją dziewczyną, znalazłem na przykład młodego pieska. Co prawda nie w lesie ale blisko jego skraju, w samym centrum wsi przy głównej drodze. Leżał biedny piesek, jakby potrącony. Podszedliśmy więc spokojnie, sprawdzić co się z nim dzieje. Okazało się, że piesek ma około 2-3miesięcy, był wyczerpany i głodny. Miał kilka kleszczy i widoczną chorobę skóry, przypominającą świerzb albo jakiś grzyb. Mimo to, zachowywał się bardzo spokojnie. Nie gryzł i był bardzo ufny. W tym samym czasie zatrzymał się koło nas samochód. Kierowcą był młody człowiek, natomiast pasażerką dziewczyna. Państwo zakupiło kilka kiełbasek i upewniwszy się, że problem może sam się rozwiąże, odjechało. Użytkownicy auta, jak mi oznajmili pochodzili z Poznania.
Chwilę się zastanawiałem i postanowiłem wraz z moją dziewczyną pieska zabrać na pobliskie podwórko. Bardzo długo próbowaliśmy wymyślić co z pieskiem począć. Podjęliśmy trudną decyzje, że wobec braku możliwości zakwaterowania zwierzęcia, musimy mu pomóc w inny sposób. Zabraliśmy pieska do schroniska w Olsztynie. Nie podobał nam się ten pomysł, ale był jak najbardziej rozsądny. Przed schroniskiem czekaliśmy na personel kilkadziesiąt minut.
Panowie wzięli pieska do środka a nam pozostało jedynie powątpiewanie co z nim będzie dalej.
Na drugi dzień, z rana powróciliśmy do schroniska z zakupami, gdyż chcieliśmy dowiedzieć się o zdrowie "naszego" pieska i wspomóc troszkę podopiecznych karmą. Nie mogliśmy jednak go zobaczyć, albowiem był już na kwarantannie. Zaproponowano nam, abyśmy pobawili się ze szczeniakami i kociętami.
Wizyta w schronisku dla zwierząt w Olsztynie, była dla nas pozytywnym przeżyciem. Jest tam czysto, a nad poprawną organizacją pracy w przytulisku pracuje kilkunastoosobowa grupa wolontariuszy. Każdy kto ma ochotę, może tam przyjść i pomóc w jakikolwiek sposób. Jest to dobry sposób dla ludzi zamkniętych w sobie, potrzebujących kontaktu. Pies czy kot, mogą ośmielić do otwarcia się na społeczeństwo.
Co wynika z tej historii? Wiejskie zwierzęta nie są dobrze traktowane. Budy dla psów są zdewastowane i niewarte zamieszkania. Łańcuchy nie pozwalają czworonogom poruszać się. Nikt z miejscowych nie pofatygował się aby pomóc pieskowi. Nad jego przyszłością wisiała naprawdę czarna chmura. Jedynie ludzie z miasta, z Poznania a w moim przypadku z Trójmiasta, zainteresowali się cierpieniem zwierzęcia.
Poprawa traktowania zwierząt leży w edukacji, w większym zainteresowaniu się sprawami wsi. Kiedy przenosiłem psa do samochodu cała wieś patrzyła się na wariata, który chcę pomóc jakiemuś "no name". A ja pomyślałem, że im pokażę, że nie jestem taki jak oni. Jest mi trudno samemu, ale mogę pomóc w różny sposób. Nie koniecznie muszę przyjąć do domu czworonoga, ale mogę go zawieść do schroniska (może piesek się zagubił; szybko należy się dowiedzieć gdzie jest najbliższe schronisko dzwoniąc np. na policję), przetrzymać trochę czasu w domu, do czasu adopcji przez nowego właściciela. Wiele jest rozwiązań tylko trzeba dać przykład i chcieć pomóc. Piesek czuje się dobrze i czeka na właściciela. Po kwarantannie będzie zdrowy, zaszczepiony i wykastrowany. Jeżeli ktoś ma ochotę go przyjąć to wystarczy dać mu trochę miłości i odpowiednie warunki, a na początku oczywiście podać jego schroniskowy numer: 285 kw.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz