Słowa wypowiedziane na scenie Targu Węglowego przed 24.00, że rozpoczęcie Nowego Roku jest najdokładniej obliczone w Gdańsku, to żenada... Jakby miało to przyćmić słabe przygotowania do tego wydarzenia. Postawienie wielkiego gluta nieopodal Ratusza Głównego Miasta (to coś co niektórzy chcą nazywać choinką świąteczną) i nieukończonej stajenki chyba wróżyło fatalnej uroczystości sylwestrowej organizowanej przez miasto w tym roku.
Może tak piszę, bo nie lubię takich uroczystości. Jarmark nadmiaru zdziczenia i prostactwa... Dają prostemu ludowi zasmakować równie prymitywnej kultury i ją później szybko wymiotować, gdyż co z nią w końcu zrobić?
Może tak piszę, bo widziałem lepsze imprezy. Lud zszedł się na miasto - petardy, piwo, wódka i szampan razem z nimi. Dzieci, większe dzieci i dzieci myślące, że są dorosłymi. Festiwal głupoty... Miasto pokazało jakiś zegar pulsarowy, który niby wymierza najdokładniej czas na świecie, jakby można było to zrobić:) i o północy wystrzeliło kilka kiepskich fajerwerków. Impreza trwała ok. 15 min. po godzinie 24.00... A potem autobusikiem lub tramwajem grzecznie do domu. Tak się uśmiałem, że nie wiedziałem kiedy wróciłem...
niedziela, 1 stycznia 2012
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz